Wielki pożar Sycowa w 1742 roku

Z Syców Wiki
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania
Disambig.svg To hasło dotyczy wielkiego pożaru Sycowa w 1742 roku. Zobacz inne znaczenia tego słowa.
Rycina przedstawiająca wielki pożar Sycowa w 1742 roku.

Wielki pożar Sycowa w 1742 roku − pożar miasta Syców, który wybuchł z 3 na 4 listopada 1742 roku.

Płomienie objęły większość budynków ówczesnego miasta poza zabudową wokół kościoła katolickiego i zamku.

Wybuch i przebieg pożaru

Pierwsza wojna śląska, wstępnie zakończona pokojem wrocławskim z dnia 28 czerwca 1742 roku, oszczędziła Syców, gdyż miasto znalazło się na uboczu rozgrywających się wydarzeń. Wielki pożar miasta wybuchł między drugą a trzecią godziną w nocy z 3 na 4 listopada 1742 roku. Okoliczności wybuchu pożaru i jego katastrofalne skutki opisał Daniel Gomolke, będący ówczesnym mieszkańcem Sycowa i zarazem kronikarzem.

Z relacji Daniela Gomolke wynika, że pożar wybuchł w domu Christiana Ferchnera, usytuowanym obok Bramy Niemieckiej (obecnie ulica 1 Maja). Pożar został zauważony przez wartę wojska rozlokowanego w domach w pobliżu rynku, która dźwiękami trąbki i krzykami zaczęła budzić mieszkańców. Płomienie jednak szybko przeniosły się na pobliską ewangelicką szkołę i sąsiednie domy, z których wiele było zbudowanych z drewna. Obudzeni mieszkańcy ruszyli na ratunek z wszelkim możliwym sprzętem gaśniczym. Obie miejskie sikawki okazały się niesprawne, a akcji ratunkowej przeszkadzała gwałtowna wichura, która rozpętała się nad miastem. Pożar w dalszym ciągu ogarnął rynek i kramy wokół ratusza. Spłonęła drewniana ratuszowa wieża, a wraz z nią zegar. Zobaczywszy łunę pożaru, na ratunek przybyli z wielką sikawką mieszkańcy Międzyborza, ale pomoc okazała się nieskuteczna, ponieważ w mieście zabrakło wody. Z pomocą ruszyła też ludność przedmieścia, nadciągając z wozami do transportowania ruchomego dobytku pogorzelców.

Skutki pożaru

Odbudowany Syców po wielkim pożarze w 1742 roku.

W ciągu nocy w płomieniach znalazło się prawie całe miasto od Bramy Niemieckiej po Bramę Polską i dopalało się przez następne dziesięć dni. Spłonęły w sumie 83 budynki, a bez dachu nad głową zostało 126 osób. Nie było ofiar śmiertelnych, a dwie osoby doznały złamań rąk i nóg. W pożarze padły trzy wojskowe konie, ponieważ nikt nie odważył się wejść do płonącej szopy, aby je uwolnić. Z dawnej zabudowy pozostały jedynie domy od południowej i południowo-zachodniej strony rynku z kościołem katolickim. Ocalenie z pożogi tego skrawka miasta potraktował Daniel Gomolke jako znak Boży. Do czterech ocalałych domów przenieśli się pogorzelcy.

Źródła

Bibliografia